Silvilla istnieje!

Wśród naj­wy­bit­niej­szych pił­ka­rzy minio­nego stu­le­cia, nie można nie wyróż­nić Over­kampa. Powstał on wpraw­dzie w nie­ja­snych oko­licz­no­ściach – ze zło­że­nie Over­marsa i Berg­kampa przez Anto­niego Piech­niczka, ale z koniecz­no­ści musiał łączyć naj­lep­sze przy­pa­dło­ści genial­nego skrzy­dło­wego i wybit­nego snaj­pera, oby­dwu holen­der­skiego auto­ra­mentu. Z takim podej­rza­nie ist­nie­ją­cym Over­kam­pem rów­nać mogłyby się tylko takie gwiazdy jak angiel­ski She­arince, fran­cu­ski Can­to­gi­nola, czy – bar­dziej współ­cze­sny i jakże nam bli­ski — Silvilla.

Ten ostatni ma nad resztą klu­czową prze­wagę: od nie­dawna wystę­puje w rze­czy­wi­sto­ści. W oso­bie Jona­thana Pereiry.

Czy­taj dalej

Vicente Spolegliwy?

Czy można ufać w doświad­cze­nie przed­się­biorcy, który daje się zwieść 71-letniemu oszu­stowi i płaci 6 mln euro za budy­nek, jaki tam­ten posia­dał tylko na sfał­szo­wa­nych papierach?

Czy można wie­rzyć w uczci­wość czło­wieka, który odwraca się od przy­ja­ciela w momen­cie, gdy ten potrze­buje naj­więk­szego wsparcia?

Czy można powie­rzać wła­dzę komuś, kto dla jej zdo­by­cia nie cof­nie się przed powro­tem do zdra­dzo­nego wcze­śniej przy­ja­ciela, by pod jego pro­tek­cją zająć miej­sce kogoś, z kim rze­komo miał współpracować?

Jeśli nie, wła­śnie skre­śli­li­ście Vicente Soriano.

A prze­cież jed­nak mu ufa­cie!

Czy­taj dalej

W obronie Timo…

Valen­cia prze­grała w iście fra­jer­ski spo­sób rewan­żowe spo­tka­nie o Super­pu­char Hisz­pa­nii. Stra­cić trzy bramki, gdy gra się w prze­wa­dze dwóch zawod­ni­ków, to istot­nie nie lada wyczyn. I jak zawsze w takich sytu­acjach znaj­duje się winny klę­ski. Tym razem wybór więk­szej czę­ści fanów Los Ches padł na, jak to czę­sto się staje w takich wypad­kach, gdy dru­żyna traci 4 bramki, bram­ka­rza Nie­to­pe­rzy — Timo Hildebranda.

Jako posia­da­jący nie­małe doświad­cze­nie zwią­zane z grą na pozy­cji bram­ka­rza, jed­no­cze­śnie uwa­ża­jąc Niemca za jed­nego z naj­bar­dziej wyróż­nia­ją­cych się na plus zawod­ni­ków, posta­no­wi­łem wyka­zać innym fanom Valen­cii, iż kolega po fachu do naj­gor­szych zawod­ni­ków w meczu nie należał.

Real oddał w nie­dziel­nym spo­tka­niu 8 strza­łów — bramki wpa­dły 4, tak więc 4 ude­rze­nia zostały przez blon­d­wło­sego por­tero obro­nione. Do tego docho­dzą udane wyj­ścia do dośrod­ko­wań, co w sumie daje 8 uda­nych inter­wen­cji. Co jed­nak z 4 strza­łami, które zna­la­zły drogę do bramki strze­żo­nej przez Niemca?

1. Rzut karny RvN — przy rzu­cie kar­nym bram­karz z góry ska­zany jest na nie­po­wo­dze­nie. Jedy­nie złe ude­rze­nie przez napast­nika, tudzież masa szczę­ścia mogą zaowo­co­wać obro­nioną jede­nastką. Strzał z wapna Holen­dra był jed­na­ko­woż pod­ręcz­ni­kowo wyko­naną jede­nastką, któ­rej obro­nić się nie dało.

2. Bramka Ramosa — Timo był bez szans zarówno przy ato­mo­wym strzale w poprzeczkę, jak i przy dobitce Ramosa.

3. Gol De La Reda — a więc bramka, która wzbu­dziła naj­wię­cej kon­tro­wer­sji. Bram­karz jest zawod­ni­kiem, który w dzi­siej­szym fut­bolu pełni rów­no­cze­śnie rolę ostat­niego sto­pera, gra­ją­cego za czwórką obroń­ców wystę­pu­ją­cych w linii. Nie może być wiecz­nie przy­wią­zany do linii koń­co­wej boiska, musi grać jak naj­bli­żej obroń­ców. W chwili gdy prze­ciw­nik bie­gnie z piłką środ­kiem boiska w oko­li­cach 40 metra, gdzie powi­nien dosko­czyć do niego co naj­mniej jeden z obroń­ców, opty­malne usta­wie­nie bram­ka­rza to 5, 7 metr przed bramką. Timo w chwili odda­nia strzału przez De La Reda usta­wiony był ide­al­nie, strzał mło­dego Hisz­pana oka­zał się jed­nak na tyle pre­cy­zyjny, że Nie­miec nie miał szans na sku­teczną obronę, mimo iż udało mu się musnąć piłkę pal­cami. Cani­za­res też by tego nie obronił.

4. Gol Higu­aina — szanse zawod­nika Realu Madryt po otrzy­ma­niu tak wspa­nia­łego poda­nia od obrońcy dru­żyny prze­ciw­nej na zdo­by­cie bramki wyno­szą  ~90–95 %. Każdy bram­karz zna­la­zł­szy się w takiej sytu­acji jak Timo miałby jedy­nie ilu­zo­ryczne szanse na uchro­nie­nie zespołu od utraty bramki.

Wiel­kim fanem Timo nie jestem, za Niem­cami nie prze­pa­dam, jed­nak zmu­szony jestem obiek­tyw­nie stwier­dzić, iż to nie Hil­de­brand jest wino­wajcą nie­dziel­nej porażki. Gdyby nie on roz­miary porażki mogłyby być o wiele więk­sze. A kto się z tym nie zga­dza ten mierdą jest.