Rok w krzywym zwierciadle

Będzie ory­gi­nal­nie: wybie­ra­my naj­lep­sze i naj­gor­sze minio­ne­go roku. Prze­ra­ża­ją­cy prze­gląd.

Sty­czeń

— Rok 2012 roz­po­czy­na się od moc­ne­go ude­rze­nia. W Holan­dii są prze­ko­na­ni, że Valen­cia zamie­rza spro­wa­dzić Mano­le­va z PSV.

— David Albel­da zapo­wia­da w ofi­cjal­nej for­mie, że „w 2012 będzie lepiej”. Rze­czy­wi­stość zaprze­czy­ła.

— Brau­lio Vázqu­ez zapo­mi­na o pił­ka­rzu, przy któ­rym spa­ła­szo­wał wie­le pin­txos [1]. „Jeśli nie van der Wiel, przyj­dzie ktoś inny”.

— Juan Soler, w nie­zwy­kle uro­czej wypo­wie­dzi, wyzna­je że „czuł się zobli­go­wa­ny” prze­ka­zać pie­nią­dze księ­ciu Urdan­ga­ríno­wi [2].

— Jonas wyra­ża nadzie­ję, że „ten rok przy­nie­sie tro­feum”.

— Albel­da, jak to sta­ło się zwy­cza­jem przed Fal­las, prze­dłu­ża kon­trakt.

— Podob­ny los spo­ty­ka Bane­gę. Llo­ren­te wypa­la pod­czas kon­fe­ren­cji: „nigdy nie mów nigdy”. Oczy­wi­ście w kon­tek­ście poten­cjal­ne­go trans­fe­ru.

Czy­taj dalej

Polowanie na czarownice

Llorente Vete Ya - kibice na Mestalla

Gło­wy pole­cieć muszą?

Do bia­łych chu­s­te­czek na Mestal­la zdą­ży­li­śmy się już przy­zwy­cza­ić. Widzi­my je tak czę­sto, że powin­ny już stra­cić swo­ją wymo­wę. Wystar­czy­ło im jed­nak mocy spraw­czej, aby pozba­wić posa­dy tre­ne­ra. Czy zwol­nią rów­nież pre­zy­den­ta?

Zdez­o­rien­to­wa­ny kibic Valen­cii, przed wyj­ściem na mecz naj­pierw wkła­da do kie­sze­ni ową chu­s­tecz­kę, a dopie­ro póź­niej przy­po­mi­na sobie, że ma jesz­cze wziąć bilet, port­fel i klu­cze do miesz­ka­nia.

Takie zacho­wa­nie kibi­ców wytłu­ma­czyć oczy­wi­ście moż­na emo­cja­mi. Roz­ża­le­nie, zawód i złość — to tyl­ko nie­któ­re z nich. A roz­wią­zań i per­spek­tyw brak, toteż moż­na zro­bić dwie rze­czy: albo podą­żyć w kie­run­ku ścia­ny w moc­nym roz­bie­gu, tak aby nabić sobie porząd­ne­go guza i zapo­mnieć na chwi­lę o kibi­cow­skich roz­ter­kach, albo swój cze­rep oszczę­dzić, a żądać głów innych. Mestal­la — być może nie całe, ale w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści — wybra­ło to dru­gie roz­wią­za­nie.

Czy­taj dalej

Choleryk i showman. Dlaczego Unai Emery musi odejść?

Bycie kibi­cem Valen­cii nie nale­ży do naj­więk­szych przy­jem­no­ści. Szczy­tem marzeń w lidze jest trze­cia loka­ta, oku­po­wa­na kon­se­kwent­nie od dwóch lat. Taki wynik zado­wa­la wszyst­kich, od pre­ze­sa po klu­bo­wą sprzą­tacz­kę.

Moż­li­wo­ści roz­wo­ju też są nie­wiel­kie. “Nie­to­pe­rze” do dzi­siaj odczu­wa­ją reper­ku­sje fatal­ne­go zarzą­dza­nia klu­bem przed kil­ko­ma laty. Valen­cia to okno wysta­wo­we dla naj­lep­szych klu­bów świa­ta. Jeśli masz pie­nią­dze, możesz kupić każ­de­go pił­ka­rza. Nawet naj­więk­szą gwiaz­dę. Dość powie­dzieć, że w prze­cią­gu ostat­nich trzech sezo­nów z zespo­łu ode­szło pię­ciu mistrzów świa­ta z RPA. Raul Albiol, David Vil­la, Car­los Mar­che­na, David Silva i Juan Mata. Czwar­ty sezon Una­ia Emery’ego w roli szko­le­niow­ca może być jego ostat­nim. Dla­cze­go?

Czy­taj dalej