Argentyńska demolka

Lionel Messi

Nie łatwo jest być kibi­cem Valen­cii. Gdy zespół jedzie na Camp Nou uczu­cia kibica tako­wego okre­ślić można by jako mocno ambi­wa­lentne —  z jed­nej strony wie, że jego uko­chana dru­żyna traci do Bar­ce­lony zale­d­wie osiem oczek, z dru­giej pod­skór­nie czuje, że gdy tryby machiny skon­stru­owa­nej przez Pepa Guar­diolę odpo­wied­nio się zazę­bią, to jedy­nym co pozo­staje — nawet jego uko­cha­nej dru­ży­nie — jest ocze­ki­wa­nie na łagodny wymiar kary.

Czy­taj dalej

Kocham Valencję. Nie lubię Valencii

Soldado i Tino Costa dyskutują z sędzią.

Któ­ryś z komen­ta­to­rów poli­tycz­nych powie­dział po prze­gra­nych przez PiS wybo­rach par­la­men­tar­nych, że tak na prawdę Jaro­sław Kaczyń­ski nie chce wygrać — jemu wystar­czy to co ma, bo jest mu dobrze, wygodnie.

Co to ma wspól­nego z Valencią?

Oglą­da­jąc ostat­nie mecze Nie­to­pe­rzy odno­szę podobne wra­że­nie. Pod­opieczni Eme­rego uwili sobie cie­płe gniazdko na trze­cim miej­scu w tabeli La Liga i cał­kiem dobrze się tam czują. To nic, że nie mają szans wygrać z Bar­ce­loną, to nic, że nie dadzą rady Realowi, ważne, że są mistrzami tej “drugiej-pierwszej ligi”.

Wyraź­nie widać, że żaden, abso­lut­nie żaden pił­karz z Mestalla nie wie­rzy w moż­li­wość osią­gnię­cia w tabeli cze­goś wię­cej niż tylko oglą­da­nie ple­ców — żeby nie użyć w tym porów­na­niu innej czę­ści ciała — Bar­ce­lony i Realu.

To widać, sły­chać i czuć. Ale czy to uza­sad­niony i zdrowy realizm, czy może zbyt­nia ostroż­ność i nad­mierny pesy­mizm (nie­rób­stwa nie wspominając)?

Czy­taj dalej

Valencia najlepsza od lat

Valencia najlepsza od lat

Na początku był chaos – jak zwy­kle zresztą w Valen­cii. Choć Unai Emery w przy­zwo­ity spo­sób dopro­wa­dził zespół do, wyglą­da­nego z utę­sk­nie­niem szcze­gól­nie przez klu­bo­wego księ­go­wego, trze­ciego miej­sca na mecie ligo­wego sezonu 2010/2011, a w swoim debiu­cie w Cham­pions League zapre­zen­to­wał się z co naj­mniej solid­nej strony, nowego kon­traktu nijak nie mógł być pewien. Nie mógł, bo sam żadnej pew­no­ści nie dawał.

Co prawda w cza­sie trzy­let­niego pobytu na Esta­dio Mestalla, a jakże, roz­wi­nął się jako szko­le­nio­wiec nie­by­wale, z ide­ali­sty prze­po­czwa­rzył w fachowca pra­wie pełną gębą, lecz wciąż zda­rzało mu się zawieść. Spo­ra­dycz­nie, ale jed­nak, na wieść o per­so­nal­nych decy­zjach i tak­tycz­nych impro­wi­za­cjach Baska, resztki wło­sów ze swej i tak zafra­so­wa­nej głowy rwać musiał pre­zy­dent Llo­rente, a tak być nie mogło.

Czy­taj dalej