Nowa twarz Ligue 1

Kiedyś_mówiło_się_o_złotym_pokoleniu Por­tu­gal­czy­ków. Rui Costa, Nuno Gomes, Luis Figo i resz­ta eki­py owień­czo­na zosta­ła mia­nem jed­ne­go z naj­lep­szych sor­tów tam­tej­sze­go pił­kar­stwa. We Fran­cji może być podob­nie — w roku 1987 na świat przy­szli choć­by Karim Ben­ze­ma, Samir Nasri, Hatem Ben Arfa. Ale to nie wszyst­ko. W maju, w małym mie­ście Sen­lis, uro­dził się Kevin Game­iro — wscho­dzą­ca gwiaz­da fran­cu­skie­go fut­bo­lu.

Prze­cięt­ne Lorient, a bram­ki strze­la jak na zawo­ła­nie. W przy­szłym sezo­nie praw­do­po­dob­nie będzie moż­na go zoba­czyć w czo­ło­wym klu­bie Euro­py, a koszul­ki z jego nazwi­skiem sta­ną się coraz popu­lar­niej­sze. Jak przy­sta­ło na mło­de­go fran­cu­skie­go pił­ka­rza, Kevin Game­iro swo­je korze­nie posia­da rów­nież poza kra­jem — jego rodzi­na pocho­dzi z Repu­bli­ki Zie­lo­ne­go Przy­ląd­ka. Przy­go­dę z fut­bo­lem roz­po­czął mając zale­d­wie osiem lat, a jego pierw­szym klu­bem był ES Mar­ly-la-Vil­le, z któ­re­go zdą­żył odejść czte­ry lata póź­niej na korzyść US Chan­til­ly. To wła­śnie z mia­sta zna­ne­go bar­dziej z bitej śmie­ta­ny ani­że­li pił­ki noż­nej, do świa­ta praw­dzi­we­go fut­bo­lu zaczął wkra­czać pięt­na­sto­let­ni wów­czas Game­iro. Klu­czem do tego sta­ły się Mistrzo­stwa Euro­py u-17 w 2004 roku, któ­re wygra­ła wła­śnie Fran­cja, poko­nu­jąc w fina­ło­wym meczu 2:1 Hisz­pa­nię. Już wte­dy po boisku bie­ga­ły przy­szłe gwiaz­dy z Fabre­ga­sem i Nasrim na cze­le — dziś klu­bo­wy­mi kole­ga­mi. Nie­wy­klu­czo­ne, że wkrót­ce dołą­czy do nich Game­iro, gdyż wspo­mi­na się, że Arse­ne Wenger jest poważ­nie zain­te­re­so­wa­ny pił­ka­rzem Lorient. Kwo­ta do zapła­ty? Podob­no pięt­na­ście milio­nów fun­tów.

Po uda­nych mistrzo­stwach od razu zna­leź­li się chęt­ni na mło­de­go napast­ni­ka. Naj­sku­tecz­niej­si oka­za­li się dzia­ła­cze Stras­bur­ga, któ­rym uda­ło się namó­wić zawod­ni­ka do pod­pi­sa­nia kon­trak­tu. Dużą rolę ode­grał w tym sco­ut Jac­ky Dugu­épéro­ux, któ­ry zauwa­żył a następ­nie pole­cił mło­dzie­żow­ca swo­je­mu klu­bo­wi. Game­iro pierw­szy sezon w Stras­bur­gu spę­dził w dru­ży­nie rezerw, w któ­rej nie zachwy­cał sku­tecz­no­ścią, zdo­by­wa­jąc zale­d­wie czte­ry gole w dwu­dzie­stu meczach. Kolej­ny prze­łom w jego karie­rze nad­szedł szyb­ciej niż kto­kol­wiek mógł­by przy­pusz­czać — Dugu­épéro­ux prze­obra­ził się w tre­ne­ra i natych­mia­sto­wo prze­niósł 18-let­nie­go wów­czas Kevi­na do pierw­sze­go zespo­łu, sta­ran­nie go póź­niej wpro­wa­dza­jąc. Swój debiut w Ligue 1 zali­czył 10 wrze­śnia tego same­go roku w prze­gra­nym 0:1 spo­tka­niu z PSG. Od tam­tej pory poja­wiał się na boisku coraz czę­ściej, zarów­no w lidze jak i w euro­pej­skich pucha­rach. Na swo­je­go pierw­sze­go gola w lidze musiał jed­nak tro­chę pocze­kać; nad­szedł on dopie­ro w lutym 2006 prze­ciw­ko Lens. Gdy już wyda­wa­ło się, że wszyst­ko będzie z gór­ki, przy­szło naj­gor­sze. Trzy tygo­dnie po pierw­szym tra­fie­niu w pro­fe­sjo­nal­nej karie­rze, w meczu z Troy­es, doszło do star­cia z Bla­ise Kouas­sim. Efek­tem ubocz­nym oka­za­ły się zerwa­ne wię­za­dła mło­de­go pił­ka­rza i pół roku przy­mu­so­we­go odpo­czyn­ku. Ten sam rok oka­zał się przy­kry tak­że z inne­go powo­du — Stras­burg spadł z naj­wyż­szej kla­sy roz­gryw­ko­wej. Pięk­nie zapo­wia­da­ją­ca się przy­szłość zosta­ła bru­tal­nie zwe­ry­fi­ko­wa­na przez rze­czy­wi­stość.

Wyda­wa­ło się, że zaple­cze będzie ide­al­nym miej­scem do odbu­do­wa­nia się po kon­tu­zji i ligą, w któ­rej będzie moż­na nastrze­lać spo­ro bra­mek. Wpraw­dzie Game­iro do gry wró­cił już we wrze­śniu, ale w całym sezo­nie do sia­tek rywa­li tra­fiał tyl­ko trzy­krot­nie, co i tak pomo­gło Stras­bur­go­wi zająć trze­cie miej­sce i powró­cić do eli­ty. W kolej­nym sezo­nie doro­bek z zaple­cza został podwo­jo­ny, co nie ura­to­wa­ło klu­bu ze Sta­de de la Meinau przed kolej­ną degra­da­cją. To było już za wie­le dla mło­de­go zawod­ni­ka, któ­re­go reno­ma była już wystar­cza­ją­co wyso­ka, by zwró­cić na sie­bie uwa­gę lep­szych dru­żyn z Mar­sy­lią na cze­le. Do prze­pro­wadz­ki nad Lazu­ro­we Wybrze­że jed­nak nie doszło — Kevin wybrał ofer­tę Lorient, gdzie w ciszy i spo­ko­ju mógł sta­wiać kolej­ne kro­ki. Wybór ten oka­zał się być kla­sycz­nym strza­łem w dzie­siąt­kę, bo od tam­tej pory jego karie­ra nabra­ła zde­cy­do­wa­ne­go roz­pę­du. Wpraw­dzie z każ­dym kolej­nym sezo­nem Game­iro strze­la coraz wię­cej, jed­nak styl gry i zdo­by­wa­ne bram­ki dla Mer­lus Les spra­wia­ją, że jest o nim coraz gło­śniej. W tym sezo­nie zdo­był już ponad dwa­dzie­ścia goli i poważ­nie myśli o koro­nie kró­la strzel­ców. — Jeże­li chcę się roz­wi­jać, muszę odejść do lep­szej ligi. Ale celu­ję, by zro­bić to jako naj­lep­szy strze­lec — mówił nie­daw­no.

Jego gra nie umknę­ła rów­nież selek­cjo­ne­ro­wi Fran­cji Lau­ren­to­wi Blan­co­wi, któ­ry już trzy­krot­nie owe­mu zawod­ni­ko­wi dawał szan­sę poka­za­nia się w pierw­szej repre­zen­ta­cji. Mało bra­ko­wa­ło, a Fran­cu­zi mogli­by pluć sobie w bro­dę. Podob­no przed zeszło­rocz­ny­mi mistrzo­stwa­mi w RPA, chcie­li zwer­bo­wać go do sie­bie Por­tu­gal­czy­cy, któ­rzy doszu­ka­li się u zawod­ni­ka tam­tej­szych korze­ni. Jak się oka­za­ło, dzia­dek od stro­ny ojca pocho­dził wła­śnie z Por­tu­ga­lii. Było to dru­gie podej­ście tam­tej­szej fede­ra­cji do jego oso­by, kil­ka lat wcze­śniej Game­iro zde­cy­do­wa­nie odmó­wił, jed­nak w obli­czu zbli­ża­ją­cej się wiel­kiej impre­zy, twier­dził, że “prze­my­śli”. No i prze­my­ślał — zde­cy­do­wał się grzecz­nie podzię­ko­wać za zain­te­re­so­wa­nie i zacze­kać na szan­sę od “Trój­ko­lo­ro­wych”, któ­rych repre­zen­to­wał rów­nież w młod­szych kate­go­riach wie­ko­wych.

Coraz wię­cej mówi się o tym, że opu­ści nie tyl­ko Lorient, ale i Fran­cję. Zresz­tą bar­dzo bli­sko tego było już zimą, gdy zawod­nik był o krok od sfi­na­li­zo­wa­nia umo­wy z hisz­pań­ską Valen­cią. Wów­czas na prze­szko­dzie sta­nę­ły pie­nią­dze, a w zasa­dzie róż­ni­ca pomię­dzy ofer­tą a żąda­nia­mi Lorient. Fran­cu­zi chcie­li szes­na­stu milio­nów, a Valen­cia ogra­ni­cza­ła się do jede­na­stu. Hisz­pa­nie nie byli jedy­ny­mi zain­te­re­so­wa­ny­mi — kon­kret­ną pro­po­zy­cję skła­da­ło rów­nież Bor­de­aux, ale sam zawod­nik stwier­dził, że woli grać na Esta­dio Mestal­la. Kil­ka tygo­dni póź­niej doszło do meczu pomię­dzy obie­ma fran­cu­ski­mi dru­ży­na­mi. Lorient wygra­ło 5:1, a hat-tric­kiem popi­sał się nie kto inny jak Game­iro…

Jego kla­sę doce­nia­ją tak­że boisko­wi rywa­le. — On jest pił­ka­rzem, któ­ry naj­le­piej się rusza. Gra prze­ciw­ko nie­mu jest bar­dzo iry­tu­ją­ca — stwier­dził Damien Per­qu­is, obroń­ca Sochaux. Wtó­ro­wał mu Ala­ed­di­ne Yahia: — Game­iro to nowo­cze­sny pił­karz. Inte­li­gent­ny, szyb­ki i nie­bez­piecz­ny.

Kolej­ne klu­by rze­ko­mo zain­te­re­so­wa­ne 24-lat­kiem wyra­sta­ją jak grzy­by po desz­czu. Arse­nal, West Ham, Ben­fi­ca, Juven­tus, Milan, New­ca­stle, Sun­der­land, Tot­ten­ham, Mar­sy­lia, Valen­cia, Paris Saint-Ger­ma­in, Liver­po­ol i Olym­pi­que Lyon. Mówi­ło się nawet o Realu Madryt. Blanc ape­lu­je, by zawod­nik wybrał naj­ko­rzyst­niej­szą ofer­tę pod wzglę­dem dal­sze­go roz­wo­ju. — Wie­lu uta­len­to­wa­nych gra­czy pokro­ju Kevi­na chce dołą­czyć do wiel­kie­go zespo­łu, ale są roz­pa­try­wa­ni dopie­ro w kon­tek­ście przy­szło­ści klu­bu — mówił. A Game­iro nie chce być żad­ną przy­szło­ścią, on chce strze­lać gole. Naj­le­piej jak naj­wię­cej. Jak sam twier­dzi, chciał­by w koń­cu speł­nić swo­je marze­nie i wysłu­chać hym­nu Ligi Mistrzów będąc na mura­wie, a nie przed tele­wi­zo­rem. Jest na dobrej dro­dze, a marze­nie powin­no speł­nić się bar­dzo szyb­ko. Prze­cież wysłu­chał już hym­nu naro­do­we­go, więc dla­cze­go miał­by nie usły­szeć kolej­ne­go?

Kry­stian Gra­dow­ski — NiceSPORT.pl oraz kadogie.blox.pl